Ruda Śląska powstała z połączenia kilku dawnych gmin i do dziś każda dzielnica żyje po swojemu, z własnym kościołem, targiem i przystankami. Kto chce, żeby mieszkańcy zobaczyli jego plakat, musi myśleć o niej jak o kilku małych miastach naraz.
Nowy Bytom, Wirek, Halemba, Bielszowice, Godula, Orzegów, Kochłowice. Te nazwy dla rudzian znaczą więcej niż sam adres, bo wiele osób całe życie robi zakupy, chodzi do lekarza i odbiera dzieci ze szkoły w obrębie jednej dzielnicy. Miasto nie ma centrum, przez które przechodziliby wszyscy, a odległości między skrajnymi częściami są spore. Kampania plakatowa ułożona tak, jakby Ruda miała jeden rynek, zwykle trafia do ułamka odbiorców.
Zanim zapadnie decyzja o liczbie plakatów, warto odpowiedzieć sobie, skąd mają przyjść goście. Festyn parafialny w Halembie przyciągnie głównie ludzi z Halemby i sąsiedniej Kłodnicy, a nowy gabinet w Wirku raczej nie zdobędzie pacjentów w Orzegowie. Przy takich wydarzeniach lepiej obsadzić gęsto jedną lub dwie dzielnice niż rozrzucić tę samą pulę po całym mieście. Inaczej jest z koncertem czy dużą imprezą sportową: wtedy każda dzielnica powinna dostać choćby kilka dobrze widocznych miejsc.
W starych koloniach robotniczych i na osiedlach bloków ogłoszenia wiszą najczęściej na tablicach spółdzielni, przy domach kultury, parafiach i sklepach. Każde z tych miejsc ma właściciela, którego zgoda jest warunkiem, żeby plakat nie zniknął po jednej nocy. Na słupach i miejskich nośnikach ogłoszeniowych obowiązują zasady ustalone przez gminę lub operatora. Rzetelny wykonawca powie wprost, z których punktów korzysta na podstawie umowy, a które omija.
Dzielnice spina kilka głównych dróg i linie autobusowe, więc to przy nich i przy przystankach ludzie przejeżdżający przez miasto spędzają najwięcej czasu. Przystanki przesiadkowe to miejsca, gdzie spotykają się mieszkańcy różnych części miasta, więc przy kampanii ogólnomiejskiej warto je uwzględnić obok punktów osiedlowych. Po wydarzeniu nieaktualne afisze powinny zniknąć z obu rodzajów miejsc, dlatego o zdejmowanie dobrze zapytać przy zamawianiu usługi.
Kolejność w rankingu powyżej ustalają klienci tych firm, a nie redakcja plebiscytu. Bierzemy ich opinie z niezależnych portali i sprowadzamy do skali od zera do dziesięciu, a miejsca na liście nie sprzedajemy nikomu.
Tak, jeśli firma lub wydarzenie ma lokalny zasięg. Mieszkańcy wielu dzielnic załatwiają codzienne sprawy blisko domu, więc gęsta obecność w jednym rejonie często daje więcej niż rozproszenie po całym mieście.
Właściciel lub zarządca tej tablicy, najczęściej spółdzielnia, wspólnota albo instytucja, która ją postawiła. Bez jego zgody plakat może zostać zdjęty w każdej chwili.